Charlton Heston gościem Yoli



Śmierć Charltona Hestona odbiła się szerokim echem na całym świecie. Odejście legendarnego aktora to przede wszystkim wielka strata dla Hollywood. Zmarł przecież człowiek uznawany za ikonę "złotej ery Hollywoodu", odtwórca ról w wielkich i monumentalnych amerykańskich filmach, jedna z najważniejszych osób w historii Fabryki Snów. W książce "Randez-vous z Hollywood" o aktorze napisała Yola Czaderska-Hayek, jedyna Polka w gronie korespondetnów zagranicznych przyznających Złote Globy i nasza współpracowniczka. Oto garść wspomnień Yoli o Charltonie Hestonie.

Być supergwiazdą to tak jakby się było zanurzonym w ostrym kwasie, który powoli wyżera charakter człowieka i doprowadza do jego zniszczenia - Charlton Heston.

Yola Czaderska-Hayek wiele uwagi poświęciła Hestonowi w swojej książce. Rozdział zadedykowany tej postaci nosił tytuł "Aktor na wszystkie sezony". Z książki dowiadujemy się m.in. jak doszło do pierwszego ich spotkania. Oto wybrane fragmenty "Randez-vous z Hollywood":

Majestatyczna i muskularna budowa, przeszywający wzrok niebieskich oczu, profil jakby drapieżnego ptaka oraz niski rozkazujący niemalże, głos kwalifikowały Charltona Hestona do kreowania biblijnych herosów i mitologicznych bohaterów. Jest artystą wybitnie inteligentnym i wszechstronnie utalentowanym. Wystąpił w blisko 60 filmach, przeszło 20 sztukach teatralnych i wielu widowiskach i serialach telewizyjnych. Popularny jest również jako autor pamiętników zatytułowanych "The Actors Life: Journals 1956 - 1976" (Życie aktora: Dzienniki 1956 - 1976). W swej karierze kreował zarówno szekspirowskich bohaterów, jak i postacie w filmach kowbojskich, kryminalnych, kostiumowych, science fiction i przygodowych. Przede wszystkim jednak błyszczał w kreacjach, do których został wprost stworzony, grając role bohaterów wielkich epopei i tworząc wspaniałe postacie m.in. Mojżesza w "Dziesięciorgu przykazaniach" Cecila B. De Mille'a (1956), Ben Hura w filmie Williama Wylera (1959), Juliusza Cezara w obrazie Stuarta Burge (1970), Michała Anioła w "Udręce i ekstazie" Carola Reeda (1965), Antoniusza w "Antoniuszu i Kleopatrze" we własnej reżyserii (1973), Jana Chrzciciela w "Greatest Story Ever Told" Georga Stevensa (1965), czy Cyda w "El Cid" Anthony'ego Manna. Heston nie ukrywa, że granie tak wybitnych postaci sprawiało mu szaloną przyjemność. Powiedział kiedyś, że cieszył go w szczególności fakt, że kreował postacie, które przetrwały tysiąclecia i tysiąclecia jeszcze przetrwają.

- Aby grać tak wielkie role - powiedział - musiałem mieć do siebie absolutne zaufanie i wierzyć w to, że będę wspaniały. Byłem wtedy mocno o tym przekonany, lecz z perspektywy czasu, widzę, że dużo bym w tej "wspaniałości" zmienił. Mój pierwszy film pt. "Dark City" nie był filmem wielkim, ale wystarczająco dobrym, abym przyjął tę rolę. Drugi z kolei obraz Cecila B. DeMille'a pt. "The Greatest Show On Earth" był już na miarę Oscara.

Heston jest perfekcjonistą i zawód swój traktuje niezwykle poważnie. Status gwiazdy mógłby pozwolić mu na chimery, spóźnianie się na plan czy wyłamywanie z produkcyjnej dyscypliny, Heston jednak zawsze zjawia się w studiu pierwszy. Zarzuca mu się wprawdzie, że lubi ,,sugerować" , jak powinny być kręcone sceny i że zawsze musi postawić na swoim, ale dlatego też zapewne produkcje filmowe z Hestonem mają opinie jednych z najbardziej sprawnych, wymagających niewielu powtórek, oszczędzających czas i budżet. Stąd też utarła się zapewne opinia, że jest najbardziej onieśmielającym aktorem z filmowej Mekki. Aktorzy i realizatorzy obrazów zachowują się przy nim z reguły nieco inaczej aniżeli przy innych aktorach.

Kręta ulica o egzotycznej nazwie Coldwater Canyon, wiedzie do posiadłości Charltona Hestona. Niedaleko szczytu znajduje się wybudowany z drzewa i kamienia, wyglądający pozornie skromnie, jak na Beverly Hills, dom. Położony jednak na skarpie zadziwia swoim splendorem, kiedy oglądam go z pagórka po przeciwnej stronie. Aktor przyjmuje gości przeważnie na obszernym tarasie z fontanną, z którego roztacza się wspaniały widok na całe miasto. Obok na trawnikach znajdują się rzeźby koni, a miniaturki tych wspaniałych zwierząt ozdabiają wnętrza pomieszczeń. - Dom ten wybudował Ben Hur - mawia często aktor, mając wtedy na myśli fakt, że dopiero za honorarium otrzymane za tę rolę mógł pozwolić sobie na kupno tej nieruchomości położonej wśród cyprysów i bujnej zieleni. Nie jest to jednak jedyny dom aktora. Drugi, który nabył wiele lat temu razem z 560 hektarami lasu i dzikiej przyrody, położony jest w rodzinnych stronach aktora, w stanie Michigan.

Umówiliśmy się z Hestonem na lunch w ekskluzywnym hotelu "Beverly Hills" zwany potocznie "Pink Palace" (Różowy pałac), jako że budynek pomalowany jest na jaskraworóżowy kolor.

- Czy mister Heston już przyszedł? - zapytałam sympatycznego maitre d'hotel, który stał przy wysokim, jaskrawo oświetlonym stoliku wpatrzony w książkę rezerwacji i zapewne medytował, w jaki sposób pomieścić wszystkich w stosunkowo małej salce. - Nie, Mojżesz jeszcze nie przyszedł - odpowiedział z pewną dystynkcją - ale mam dla pani jego ulubiony stolik.

Zdążyłam usiąść, gdy zjawił się przede mną uśmiechnięty i nieco zdyszany wielki (także i wzrostem) Charlton Heston. Wymieniliśmy grzecznościowe komplementy, po czym stwierdziłem, że teraz to rozumiem, dlaczego kobiety mdleją na jego widok. - Nic o tym nie wiem - powiedział żartobliwie - chciałbym coś więcej na ten temat usłyszeć - dodał kokieteryjnie.

- Jeszcze jedno, mam na imię Chuck i prosiłbym, aby tak mnie pani nazywała.

- O'kay Chuck, z prawdziwą przyjemnością. Czy twój wygląd przeszkodził ci kiedykolwiek w otrzymaniu roli?- zapytałam.

- Myślę, że tak. Nie mogę grać każdej roli jak Robert DeNiro, gdyż moja fizjonomia nie jest tak neutralna jak Roberta, którego zresztą uważam za jednego z najlepszych aktorów naszych czasów. On może grać wszystko co chce! Nie jest ani za wysoki, ani za niski i ma bardzo regularne rysy twarzy. Ja z moim wzrostem i ze złamanym nosem nigdy nie mógłbym grać na przykład Hamleta. Myślę, że każdy z aktorów w pewnym stopniu ograniczony jest wyglądem fizycznym, często zresztą może być on dla aktora dodatkowym plusem.

- Grałeś z wieloma wspaniałymi, legendarnymi aktorami. Od którego z nich nauczyłeś się najwięcej?

- Bardzo podoba mi się dewiza Spencera Tracy: "Nigdy nie spóźniaj się na plan, znaj na pamięć swoją rolę i nie potykaj się o meble". Bezcenną naprawdę radę dał mi Sir Laurence Olivier. Wiele lat temu reżyserował sztukę pt. "Tumbler", w której grałem. Nie odnieśliśmy sukcesu i krytycy zupełnie nas zmiażdżyli. Nawet przyjęcie po premierze nie było zbyt udane. Kiedy zostaliśmy już sami, usiłowałem porażkę tę przyjąć raczej filozoficzne i powiedziałem do Larry' ego że takie małe niepowodzenia powinniśmy szybko wymazywać z pamięci. Olivier powiedział mi wtedy: "Pamiętaj, że o wiele ważniejsze jest, abyśmy szybko zapomnieli o dużych sukcesach" . Przy innej znowu okazji usłyszałem: "Wiesz, że często bogowie schodzą na ziemię i dają błogosławieństwo - wtedy nie ma możliwości, abyś zagrał źle! Pamiętaj jednak, że kiedy bogowie zajęci będą czymś innym, musisz stworzyć kreację równie dobrą"

- Grałeś wiele trudnych ról wymagających przekonującego umotywowania psychicznie złożonej postaci. Czy w role takie wcielasz się bez reszty i stajesz się po prostu tymi osobami, czy odtwarzasz je na podstawie psychologiczno - intelektualnej analizy?

- W stu procentach staje się nimi i żyję tylko rolą. Kilka razy grałem Mackbeta i za każdym razem starałem się go udoskonalić. Doszedłem jednak do wniosku, że aktorstwo nie jest zawodem, który można wykonywać z perfekcją.

- Przez siedem kadencji piastowałeś stanowisko prezydenta Screen Actors Guild (Związek Aktorów Filmowych). Jest to związek prestiżowy, lecz niewielu jego członków otrzymuje pracę.

- Jesteśmy najbiedniejszym związkiem zawodowym w Stanach Zjednoczonych i grupą zawodową, która ma największy w kraju procent bezrobocia. Publiczność myśli, że wszyscy aktorzy zarabiają tak dobrze jak ja, Redford, Newman czy mała garstka innych. Powiem ci, że z ostatniej statystyki wynikało, że 76 procent aktorów zarobiło w ciągu całego roku poniżej 2,5 tysiąca dolarów [wywiad przeprowadzany był pod koniec lat 80-tych - od red.].

Po raz pierwszy wystąpił w filmie w 1950 r. W obrazie Williama Dieterle pt. "Dark City" u boku uroczej Lizabeth Scott i niemalże od razu stał się ulubieńcem publiczności oraz zyskał sobie duże uznanie producenta Hala Wallisa. Już drugi film, w którym wystąpił Heston, obraz C. B. De Mille'a i przez De Mille'a wyprodukowany pt. "The Greatest Show on Erth" (1952 - Największe widowisko świata) wylansował aktora na wielką gwiazdę. Film był dużym wydarzeniem w Hollywood, a Akademia Filmowa obsypała go Oscarami. Film Henry'ego Levina pt. "The President's Lady" z 1953 r., w którym Heston portretował prezydenta Stanów Zjednoczonych Andrew Jacksona, a Susan Hayward wystąpiła w roli pierwszej damy, zapoczątkował wspaniałą passę ról wielkich postaci historycznych i biblijnych bohaterów. Rolę prezydenta Jacksona zagrał tak wspaniale, ze w 1958 r. Anthony Quinn, który reżyserował film pt. "Buccaneer" poprosił Hestona, aby powtórnie zagrał prezydenta w tym doskonałym filmie opowiadającym o wydarzeniach roku 1812. W 1956 r. Wystąpił ponownie w filmie C. B. De Mille'a pt. "Dziesięcioro przykazań " w obsadzie tak wspaniałych aktorów jak Yul Brynner, Anne Baxter i Edward G. Robinson. Kiedy De Mille szukał kandydata do zagrania postaci Mojżesza, ktoś zasugerował reżyserowi, że nos Hestona podobny jest niemal zupełnie do nosa Mojżesza ze słynnej rzeźby Michała Anioła. Heston otrzymał wymarzoną rolę. Po sukcesie filmu szczęśliwy aktor powiedział: "jeżeli nie zrobisz kariery grając w dwóch filmach De Mille'a, to na pewno już jej nigdy nie zrobisz!"

- Jakie wrażenia pozostały ci ze współpracy z wielkim reżyserem? - zapytałam Chucka.

- Wydaje mi się - powiedział - że jego talent objawiał się przede wszystkim w niezwykłym geniuszu kreowania wielkich scen batalistycznych czy scen wymagających dużego wysiłku fizycznego. Umiał wspaniale operować tłumami ludzi i w tym gatunku go nikt jeszcze - jak dotąd - nie pobił. W dużym tłumie potrafił zauważyć najdrobniejsze szczegóły.

W 1959 r. Heston zagrał wspaniałą rolę Ben Hura w spektakularnym filmie Williama Wylera pod tym samym tytułem. Powieść generała Wallace'a pt. "Ben Hur" miała reputację jednej z najgorzej napisanych amerykańskich powieści, mimo to od 1880 roku, czyli od momentu ukazania się jej na rynku czytelniczym, była bestsellerem, a jej popularność z biegiem lat absolutnie nie malała. W 1926 r. C. B. De Mille'a dokonał pierwszej ekranizacji ,,Ben Hura" obsadzając w rolach głównych Romana Navarro i Francisa X. Bushmana. Koszt produkcji wynosił zawrotną jak na tamte czasy sumę 4 milionów dolarów, a obraz ten zaliczany jest do najbardziej popularnych filmów niemej kinematografii. - Nie wiem, czy ci wiadomo - powiedział kiedyś Chuck - że reżyser Wyler pracował także przy "Ben Hurze" De Mille'a. Stawiał wtedy pierwsze kroki w Hollywood. Odpowiedzialny był wówczas za gromadzenie statystów.

Wiele lat później Wyler spełnił swoje marzenie i zrealizował własną wersję "Ben Hura". Film nie tylko odniósł zawrotny sukces, ale także wyciągnął MGM z grożącego mu wtedy bankructwa. Scena słynnego wyścigu rydwanów z filmu Wylera wpisana została w historię hollywoodzkiego kina jako jedna z najwspanialszych typu "action". Nigdy bowiem nie zapomnimy widoku pędzących pojazdów, zgrzytu kół, których osie ścierają się z kołami przeciwnika sypiąc przy tym lawiną iskier. Heston i jego rywal Stephen Boyd walcząc o zwycięstwo w tym karkołomnym wyścigu, w którym główny kaskader zastępujący Hestona o mało nie zginął. Pisano wtedy w plotkarskich gazetach, że na planie filmu miał miejsce śmiertelny wypadek. W 1981 r. Rozmawiałam na ten temat z reżyserem Wylerem, który powiedział mi, że faktycznie krążyły wtedy plotki, które zresztą dodały filmowi publicity.

Teraz, w 1989 r. Proszę Chucka, aby podzielił się ze mną wspomnieniami dotyczącymi kręcenia tej niebezpiecznej sceny.

- Daję słowo honoru, ze w czasie realizacji "Ben Hura" nikt nie zginął. Scena o którą pytasz, była faktycznie karkołomna i kręciliśmy ją codziennie przez blisko trzy miesiące. Realizowana była przez tzw. Second unit director Yakimę Canutta. Jedynie jeden z aktorów złamał sobie ramię, a koń uszkodził nogę. Mieliśmy natomiast wiele niebezpiecznych i zaskakujących niespodzianek. Kaskader, który dublował mnie w scenach wymagających dużego wysiłku fizycznego, miał przeskoczyć z jednego rydwanu na drugi i to w momencie, kiedy pojazd pędził w szalonym tempie. Niestety, źle się odbił ( chodziło o milimetry ) i o mało co nie spadł. W ostatniej chwili złapał się krawędzi pojazdu. Gdyby tego manewru nie wykonał, zginąłby pod kołami kwadryg, z których każda ważyła około pół tony.

Wiadomość o nominacji do Oscara za rolę w "Ben Hurze" - ciągnął Heston - otrzymałem telefonicznie z Hollywood od mojego publicysty Billa Blowitza. Grałem wtedy w nieudanej sztuce Benna Levy'ego pt. "The Tumbler" reżyserowanej przez Sir Lawrence'a Oliviera. Pamiętając jego rady, aby sukcesy przyjmować skromnie, na wiadomość zareagowałem skromnie. Kiedy jednak w 1959 roku Susan Hayward odczytała moje nazwisko jako zdobywcy Oscara, byłem mokry od potu i miałem potworną tremę...

- Grasz w filmie, telewizji na scenie. W którym z tych mediów czujesz się najlepiej?

- Kiedy gram we wszystkich, wtedy jestem przekonany, że mogę nosić miano aktora z prawdziwego zdarzenia. Uważam się za człowieka niezwykle szczęśliwego i bardzo uprzywilejowanego aktora, który nie tylko ma zawsze pracę i dobre role, lecz może decydować, jak mają być grane.

W książce "Randez-vous z Hollywood" Yola Czaderska-Hayek znacznie więcej uwagi poświęca swoim spotkaniom z Charltonem Hestonem. Zainteresowanych zapraszamy do... bibliotek lub serwisów aukcyjnych.

Jedno ze spotkań z Charltonem Hestonem miało miejsce w domu Yoli, a uczestnikami jego byli m.in.: Roland Reagan, Frank Sinatra i właśnie Charlton Heston. Miało ono miejsce kilka lat po emisji głośnego telewizyjnego dokumentalnego "Let Poland Be Poland", w którym o walce naszego kraju o wolność mówił właśnie Charlton Heston. Książka o tym nie wspomina ale to tam rozmawiano o tym jak wyrwać Polskę spod jarzma ZSRR, jak dodać sił krajom wschodniej Europy, które walczą o uzyskanie suwerenności. Charlton Heston nigdy nie stronił od polityki...